piątek, 23 maja 2014

Rozdział 5

Kiedy następnego dnia rano, obudziłam się nadal nie mogłam uwierzyć, że Niall jest zdolny do takich wyznań. Zwykle twardy, nie przejmujący się uczuciami innych potrafił powiedzieć, że nie zostawi mnie. NIGDY. Zaskoczyło mnie to. Ale przez to też poczułam się lepiej. Dobrze wiedzieć, że ma się kogoś bliskiego. Sięgnęłam ręką po komórkę na szafce nocnej. 9:06. O kurwa.! Przepadła mi pierwsza godzina.! Pospiesznie wstałam z łóżka a to co zobaczyłam w pokoju powaliło mnie z nóg. Na podłodze był straszny bałagan.! Wszędzie porozrzucane jakieś ubrania.!! Ponownie podniosłam się do pozycji pionowej. Odwróciłam się, by spojrzeć na łóżko a to co zobaczyłam przypomniało mi mój wczorajszy udany wieczór. Niall spał rozłożony na drugiej stronie łóżka. No tak. Wczoraj został do późna, a ja nie chcąc go wypuszczać wieczorem, a raczej w nocy, zaproponowałam żeby został u mnie. Gadaliśmy chyba do 3 w nocy, a później opadliśmy z sił. Chłopak leżał na łóżku w granatowym t-shircie i szarych dresach. Niall często zostawał u mnie na noc. Zazwyczaj wtedy, kiedy cała nasza formacja zbierała się u mnie na nocowanko. Zazwyczaj po tym, zostawały u mnie jakieś ciuchy Nialla których się już trochę uzbierało. Pamiętam jak wczoraj dawałam mu koszulkę i dresy aby się przebrał. Patrząc tak na śpiącego blondyna, zapomniałam, że śpieszyłam się do szkoły. Poszłam szybko do łazienki wziąć szybki, zimny prysznic. Kiedy wróciłam z powrotem, podeszłam szybkim krokiem do łóżka i zaczęłam szturchać chłopaka. Nie reagował. Postanowiłam, że skoro po dobroci nie chce, to trzeba podjąć jakieś radykalne środki. Podeszłam do biurka na którym uprzednio zostawiła moją komórkę. Przeszukałam ją w poszukiwaniu pewnej piosenki. Kiedy ją znalazłam upewniłam się, że w komórce jest głos na full i nacisnęłam przycisk „play”. Głośną piosenka wydobyła się z głośnika mojej komórki. Niall gwałtownie podniósł się z łóżka z przerażeniem w oczach. Zaczęłam się śmiać, bo jego mina powalała. Kiedy w końcu zorientował się co się stało, jego wzrok skierował się na mnie. Nie było to przyjazne spojrzenie. Jego oczy rzucały błyskawicami. Wyłączyłam muzykę.
- Czeeeeść.. – powiedziałam – Jak się spało? Chłopak nic nie odpowiedział tylko wstał mierząc mnie swoim morderczym wzrokiem. - Może byś odpowiedział. A tak w ogóle to wiesz która godzina? – spytałam –9:30!! Wstawaj szybko i jedziemy do szkoły.- A niby po co? Już i tak nie zdążymy –odpowiedził ciągle wlepiając te swoje zielono niebieskie oczy we mnie. - Niall.!! – wrzasnęłam – jest w pół do dziesiątej.! Zdążymy jeszcze na połowę lekcji.! – nie wytrzymałam. Jego olewanie wszystkiego i wszystkich mnie przerażało. - No to sobie idź.! Ja zostaje. Mi się już nie opłaca. - No chyba nie myślisz że zostawię cie samego w moim domu?? - No to zostań ze mną – odpowiedział a na jego twarzy pojawił się dziwny uśmieszek. - Niall.. jest początek roku, teraz to nie wypada – odpowiedziałam zmieszana. - Ojej.. problem… to zostań ze mną. Przecież nic się nie stanie jak odpuścisz sobie jeden dzień. No niby miał racje. Dzisiaj piątek. Spojrzałam na swój plan lekcji aby zobaczyć co mam dzisiaj. Matma, polski, WOS, angielski i dwie godz wf. No w sumie racja, że nie opłaca się już iść. - No dobra.. – powiedziałam zrezygnowana – no ale co będziemy w takim razie dzisiaj robić? - Noo wiesz .. – Niall poruszył zabawnie brwiami – Jest mnóstwo rzeczy.Tak, Niall jak każdy chłopak w XXI wieku był zboczony. - To podaj przykład. - Na przykład …. Yyy.. Możemy iść do kina. Albo do parku. Patrz jaka ładna pogoda.! – powiedział i udał się w stronę drzwi balkonowych. - Hmmm.. – zastanowiłam się – No nie wiem. A jak ktoś nas podkabluje? - A kto niby chciał by kablować? Przecież wszyscy są w szkole. Twoi rodzice na wyjeździe, moich nie obchodzi co robię wiec.. mamy wolną rękę –uśmiechnął się.- No dobra. Ale może wiesz.. idź się ogarnąć. – podeszłam do drzwi za którymi znajdowała się garderoba. Schyliłam się do szafki po ręcznik, jakieś czarne spodnie i białą koszulkę z 69. Wyszłam z małego pomieszczenia i rzuciłam rzeczy w stronę chłopaka. - Masz. Idź się w końcu ogarnąć. Ja idę robić śniadanie. - Ok – rzucił na odchodne kierując się w stronę łazienki.Zeszłam na dół. Nastawiłam wody do czajnika i włączyłam radio. Wyciągnęłam chleb z szafki wykładając sześć kromek. Zajrzałam do lodówki w poszukiwaniu jakiegoś sera, szynki, ogórka i pomidora. Tak jak myślałam. Wszystko było. Zrobiłam kanapki i położyłam je na duży talerz biorąc jeszcze dwa małe. Zalałam herbatę i zaniosłam nasze pożywienie do jadalni. Kiedy wróciłam po herbatę, w kuchni zaczęła lecieć moja ulubiona piosenka. Nie mogłam się powstrzymać. Moje nowi same zaczęły poruszać się w rytm muzyki. Ręce mimo gorącego napoju też zaczęły robić jakieś ruchy. Tanecznym krokiem dotarłam do stołu gdzie odstawiłam herbatkę. Kiedy moje ręce się zwolniły mogłam w końcu sobie chodź trochę ulżyć tańcząc. Niall jeszcze zapewne siedział w łazience, więc korzystając z okazji postanowiłam to wykorzystać. Muzyka mnie poniosła, nawet nie wiem kiedy chłopak wszedł do pokoju.- O Matko.! Niall.!!! Debilu.!! - zaczęłam drzeć się na cały głos.- Co ja ci zrobiłem.? - pytał nie mogąc powstrzymać śmiechu.- Jak to co.?! Ja zawału przez ciebie dostanę.!- Nie przesadzaj... - wzruszył ramionami i zasiadł do stołu. Poszłam w jego ślady i również zasiadłam do stołu.Kiedy tak konsumowaliśmy, Niall znów wybuchł śmiechem.- A teraz to niby z jakiego powodu się śmiejesz.?- Tak jakoś. Przypomniał mi się nasz pierwszy turniej. Pamiętasz.? Wtedy kiedy mieliśmy włanie te koszulki i czarne dresy no i do tego te głupie szelki.. - przerwał znów nie mogąc powstrzymać śmiechu - ..tak, te szelki to był głupi pomysł.. Haha.!Pierwszy turniej. Tak, pamiętam doskonale. Kiedy przyszła nasz kolej wyszliśmy na scenę. Czekaliśmy, aż dojdą nas pierwsze bity naszej piosenki. Kiedy w końcu je usłyszeliśmy rozpoczęliśmy z Kate nasza czołówie. Wszystko niby według planu, lecz kiedy przyszła pora na salto, które miał wykonać Niall, zahaczył nogą o zbyt długie, opuszczone szelki no i ... bum.! Wyjebał się na samym środku sceny. A my, jako jego drużyna, zamiast ratować sytuacje i tańczyć dalej, nie mogąc powstrzymać śmiech tarzaliśmy się po podłodze. Widok przerażonego Nialla a później jego zdezorientowane spojrzenie.. Widok godny zobaczenia.- Ej Niall.. Ale przecież aż tak źle wtedy nie było.. no ale w dogrywce zajęliśmy to 3 miejsce. To i tak świetnie jak na nasz pierwszy występ razem.- Hahahahahaha.! No to raczej.! Najlepszy.!
Po skończonym śniadaniu, razem z chłopakiem, stwierdziliśmy, że szkoda marnować taki piękny dzień wiec postanowiliśmy pójść do parku na spacer. Posprzątalismy szybko po śniadaniu i poszliśmy przygotowywać się do wyjścia. Ubraliśmy buty i wyszliśmy.

piątek, 9 maja 2014

Rozdział 4

Kiedy szliśmy w stronę jego samochodu,  on cały czas trzymał mnie w pasie abym przypadkiem nie upadła. Było to bardzo miłe z jego strony. Kiedy doszliśmy do samochodu, Niall sięgną do kieszeni swojej bejsbolówki aby znaleźć kluczyki do samochodu.  Samochód wydał z siebie dźwięk a chłopak w tym czasie otworzył mi drzwi abym mogła usiąść z przodu.
- Dziękuje Niall – powiedziałam lekko się rumieniąc. Nigdy do tąd nie spotkałam się z czymś takim aby chłopak otwierał przede mną drzwi. Było to bardzo miłe z jego strony. Niall uśmiechnął się tylko do mnie i obszedł samochód aby wrzucić nasze torby do bagażnika. Usadowiłam się wygodnie na siedzeniu i zapięłam pasy. Głowa nie przestawała mnie boleć ani na chwile. Nawet powiedziała bym że ból rósł z każdą chwilą. Niall zajął miejsce za kółkiem  i włożył klucz do stacyjki. Odpalił samochód i wyjechał z parkingu.
- Co tak cicho siedzisz? – spytał z troską w głosie i odwrócił głowę w moją stronę
- No wiesz.. uderzyłam się w głowę i przez to głowa mnie boli. – powiedziałam trochę zdenerwowana jego pytaniem
- Nie złość się.. tylko zapytałem – odwrócił się z powrotem bo światło zmieniło się na zielone. Cisza, która zapadła była trochę krępująca. Nie chciałam, żeby to tak zabrzmiało. Nie jestem na niego zła ani nic ale po prostu ból robi swoje..
Kiedy dojechaliśmy na miejsce, odpięłam pasy i już chciałam wychodzić kiedy coś mi się przypomniało.
- Ej, Niall, dziękuje że mnie odwiozłeś. Nie wiem jak bym sobie poradziła .Uśmiechnęłam się najszerzej jak tylko potrafiłam w tej chwili i przytuliłam się do chłopaka.
- Nie ma za co – uśmiechnął się – przecież wiesz, że możesz zawsze na mnie liczyć
- No tak. Ale i tak dziękuje. Więc.. skoro już jesteś tutaj – pokazałam na mój dom – to może wpadniesz do mnie na chwile?
- No nie wiem.. – zamyślił się – jest już 7, no i  … no ale w sumie to… - zrobił długą przerwę -  ok
Kiedy wyszliśmy z auta udaliśmy się do dużych drzwi wejściowych. Niall trzymał nasze torby a ja z trudem grzebałam w swojej próbując znaleźć klucze od domu. Kiedy je znalazłam otworzyłam drzwi aby pierwszy do środka wszedł mój gość. Spojrzałam na niego znacząco ale on tylko powiedział
- No wchodź, przecież dziewczyny mają pierwszeństwo – i znów obdarował mnie tym swoim pięknym uśmieszkiem . weszliśmy do domu i od razu udaliśmy się do kuchni
- No to czego się napijesz? – spytałam
- Soku jak możne
-Ok
Podeszłam do lodówki i wyciągnęłam wielki karton z sokiem pomarańczowym. Postawiłam go na stół przy okazji biorąc z szafki dwie szklanki. Odstawiłam to wszystko na stół
- Proszę
- Dziękuje. No więc, mów o tam u ciebie? – spytał
- No wiesz, bywało lepiej… no ale w sumie to jest ok. a co tam u ciebie? Bo widziałam ostatnio cię z jakąś nową dziewczyną – mówiłam wspinając się na szafkę aby dosięgnąć mocniejszej tabletki przeciw bólowej.
- Taaa. –odpowieział – to koleżanka z klasy. Przepisała się do naszej szkoły. Chciałem być miły i do niej zagadałem coś tam o tym gzie chodziła do szkoły jakie ma plany i wgl..
- Aaaaa, no tak.. słynny Naill Horan nie mógł się powstrzymać żeby już w pierwszym dniu nie poderwać nowej laski - zaśmiałam się. Zeskoczyłam z szafki a kiedy stanęłam na nogach zakręciło mi się w głowie. Musiałam przytrzymać się blatu aby nie upaść . sięgnęłam ręką po Wodę i połknęłam tableke. Usiadłam koło chłopaka. – no i co tam dalej z nią?
-No dziewczyna jest taka że rany Boskie! Przyczepiła się do mnie i teraz cały czas za mną chodzi. Dzisiaj musiałem się urwać z dwóch ostatnich lekcji bo powiedziała że ma pół godziny do autobusu i nie ma co ze sobą zrobić i czy nie mógł bym jej towarzyszyć
- Czyli mam rozumieć że teraz uciekasz przed dziewczynami? – zaśmiałam się
- No może nie uciekam ale ona jest na prawdę wnerwiająca.. jak sobie o niej pomyśle i o tym że jutro też ją zobaczę to rzygać mi się chce.. – upił łyk soku ze szklanki – no a jak tam u ciebie? Jakiś nowy chłopak na horyzoncie? – poruszył zabawnie brwiami
- Mówiłam ci już. Jak na razie nie mam czasu na chłopaków. Zamierzam w tym roku mieć dobre oceny bo w końcu to ostatni roku w tej budzie no i poświęcić się tańcu.. – odparłam zwyczajnym tonem jak by to było nic takiego. Kiedy wspomniałam o chłopakach kąciki ust chłopaka nieznacznie się podniosły.
- No to ambitne plany. Ja też coś zamierzam się uczyć bo w końcu matury i te sprawy..
Kiedy wypiliśmy cały sok odstawiłam szklanki do zmywarki.
- Chodź może na górę – za proponowałam
Kiedy wdrapaliśmy się na górę. To znaczy co ja mówię.. Niall wziął mnie na ręce i poniusł na górę. Zaczęłam piszczeć i krzyczeć zdejmując mu przy okazji jego full cap który zawsze miał na głowie. Postawił mnie w końcu na ziemi. Skinęłam w podzięce głową. Kiedy już znaleźliśmy się w pokoju zamknęłam drzwi. Zawsze tak robiłałam bo po pierwsze kiedy drzwi były zamknięte w pokoju było znacznie cieplej a po drugie nie lubiłam być sama w tak dużym domu. Kiedy znalazłam się przy łóżku padłam ze zmęczenia na nie. Głowa przestawała boleć z każdą chwilą. Wychodzi na to że lekarstwo podziałało. Obok mnie położył się Niall.
- Wiesz co? Fajnie tak czasem sobie pogadać. – powiedział wgapiając się w sufit.
- No.. bardzo. Dzięki że chociaż przez chwile ze  mną tutaj posiedzisz. Bo wiesz, cały dzień w tym wielkim domu to.. nie fajnie.
-tak, wyobrażam sobie. Ej to może się gdzieś jutro razem wybierzemy? Co? Jak za dawnych lat? – spytał z wielkim  bananem na twarzy
- Spoko. A bierzemy Justice?
- Jak chcesz to tak. Poczekaj zadzwonię do niej- chłopak wyjął swój telefon z kieszonki spodni. W tym samym momencie mój telefon zadzwonił. Na ekranie wyświetliła się nazwa „mama”. Przeciągnęłam palcem po ekranie.
- Słucham?
- Cześć, Alice. Wiesz, sprawy się troszkę przeciągnęły i wracam dopiero jutro wieczorem. Bardzo cie przepraszam no ale szef dzisiaj nam oznajmił że zostajemy do jutra. Plany z podpisaniem kontraktu nie wypaliły. Musimy zacząć od początku. Nie wykluczone że zobaczymy się dopiero za tydzień.
- no dobrze.. a już liczyłam że zrobimy sobie wieczór filmowy – powiedziałam z nutą żalu w głosie
- Bardzo cię przepraszam. Na przeprosiny przelałam ci tysiąc złotych na twoje konto. Idź na zakupy i sobie coś kup. Bardzo mi przykro no ale taką mam prace
- Dobrze, nic się nie stało.. no i dziękuje ale wiesz mamo, że pieniądze nie dadzą mi tego jak ty byś była chodź jeden dzień ze mną..
- Tak wiem. Jak już wrócę wezmę sobie urlop
- Dobrze mamo. Trzymam cię za słowo – uśmiechnęłam się smutno
- No nic. Muszę wracać do sporządzania nowej umowy. To dobranoc córciu – powiedziała na dowidzenia i się rozłączyła
- Pa … - powiedziałam do telefon kiedy rozmowa się już zakończyła.
- No i jak tam? Kto to dzwonił?
- Mama. Powiedziała że wraca dopiero za tydzień – z trudem powstrzymywałam łzy
- No a tata? Gdzie on jest? Też w pracy? – spytał z troską w głosie Niall
- Nieee, to znaczy tak. Tata jest w Grecji. Miał tam parę spraw do załatwienia i wraca najprawdopodobniej za miesiąc
Powiedziawszy to samotna łza spłynęła mi po policzku. Niall zauważył to mimo iż szybko ją starłam. Podszedł do mnie i przytulił. Nie mogłam w to uwierzyć że rodzice znów mnie olewają. Raz mogło być tak dobrze a drugi nie ma ich w domu. To było niesprawiedliwe. Inni mieli rodziców na miejscu a ja musiałam sobie sama dawać radę. Wolała bym abyśmy byli biedni niż mieli tyle pieniędzy.może wtedy bylibyśmy szczęśliwą rodziną. Stałam tak wtulona w niego aż poczułam jak odsuwa mnie lekko od siebie i łapie za ręce.
- Nie płacz. Wszystko będzie dobrze. Zobaczysz, jeszcze będą żałować że zmarnowali cały swój czas na prace a nie na taką wspaniałą dziewczynę jak ty. Pamiętasz co ci kiedyś mówiłem? Zawsze, ale to zawsze możesz na mnie liczyć. Nigdy cię nie zostawię.
Kiedy to powiedział wybuchnęłam głośnym płaczem. Nie mogłam w to uwierzyć że mam tak wspaniałego przyjaciela. Gdy łzy przestały płynąć z moich oczu to ja odepchnęłam go lekko od siebie i pocałowałam w policzek.

*Niall*
Jej reakcja mnie zaskoczyła nie wiedziałem co mam zrobić. Alice podobała mi się od kąd się tylko poznaliśmy. Jako jedyny wydawała się taka normalna. Spokojna ale zarazem twarda. W jej charakterze nie znalazłem jeszcze żadnej negatywnej cechy. Zawsze pomagał innym. Ale najbardziej fascynowało mnie to jak tańczy. Jej styl, technika i ruchy były po prostu tak idealnie ze sobą zgrane.. po prostu była idealna.
Po zaistniałej sytuacji uśmiechnąłem się do dziewczyny i oboje opadliśmy z powrotem na łóżko. Nie puszczałem dłoni Ali ponieważ wiedziałem że tego potrzebowała. Potrzebowała kogoś bliskiego. Kogoś komu mogła by się zwierzyć, zaufać. Kogoś takiego właśnie potrzebowała a ja postanowiłem zostać tym kimś.
- A co z Justice? Dzwoniłeś?
- Tak -odpowiedziałem - powiedziała że nie może i bardzo przeprasza ale musi kupić sukienkę na ślub.. czyż by o jakimś ślubie nie wiedział?
- Aaa, no tak. Justice idzie na ślub ze swoim kolegą. Hahahah - zaśmiała się - no to wygląda na to że zostaliśmy skazani na siebie - uśmiechnęła się szczerze ukazując swój metalowy aparat.


środa, 16 kwietnia 2014

Rozdział 3

Ten rozdział dedykuje mojej BFF, z powodu dzisiejszej złej wiadomości.
 Wiem że czyta mojego bloga, 
więc postanowiłam na poprawienie jej humoru,
 żeby już 
NIE SMUTAŁA
 napisać go jeszcze dzisiaj dla niej ;** 
LOFF U <3


W drodze na trening rozmyślałam o starych czasach. Jak to kiedyś było. Jaka przeszłość była beztroska a jaka przyszłość będzie wymagająca. Myślałam o przyszłości. Co to będzie za parę lat. Kim ja będę, gdzie i co będę robić. Sama jeszcze nie mam planów na przyszłość. Kiedy ostatnio rozmawiałam z rodzicami na ten temat pomyślałam że mogła bym być lekarzem lecz jest to bardzo trudny,i ciężki zawód. Ale to jedyne co mi przyszło do głowy. Wiem tyle że chcę iść w przyszłości do liceum na profil biologiczno-chemiczny. Nie mam wyznaczonego celu w życiu. Jakieś parę lat temu, chciałam i chyba nadal tam gdzieś w głębi o tym marze , żeby zostać najlepszą tancerką. Z tym zawodem bywa różnie. Ciężko się wybić poprzez innych lepszych tancerzy lecz jak się jest już na szczycie … tak… marzenia… ale chciała bym robić coś w przyszłości co mi się naprawdę podoba. Rozmyślając tak nad przyszłością do moich uszu dobiegł głośny klakson. Ze strachu aż podskoczyłam. Przestraszyłam się i szybko odwróciłam chcąc zobaczyć co się stało. Kiedy się odwróciłam zobaczyłam sznurek samochodów stojących w korku. Wśród nich było wysokie białe auto marki nissan. Przez okno kierowcy wychylał się chłopak w blond włosach machając i uśmiechając się w moją stronę. Podeszłam do samochodu w którym ów chłopak siedzizła. Już po paru krokach dostrzegłam Nialla za kierownicą. Niall-kolega z których miałam treningi. Znamy się jakieś 2 lata. Był on jedyny chłopakiem u nas w zespole. Ach, no tak! Zapomniałam wspomnieć kto należy do zespołu! A więc: ja, Niall, Jusice, Samantha, Emilly i Kate. Od najstarszego to: Niall(18l.), ja(16l.), Justice(15l.), Kate(14l.), Emilly(14l.) i Samantha(14l.). trenowaliśmy razem od roku. Każdy z nas miał przed laty swoją grupę liczącą paręnaście osób, i tylko nasza szóstka się utrzymała. Smutne. Nadal tego nie rozumiem jak można z własnej woli zrezygnować z tego. No ale mniejsza o to.
-Hej Alice! – krzyknął – może nie potrzbójesz podwózki? – spytał z tymi swoimi zawsze wesołymi iskierkami w oczach
- Hej Niall, nie dzięki. Przejdę się. A poza tym to iść pieszo niż stać w tym korku -  zaśmiałam się
- No. W sumie to racja. No nie. To do zobaczenia za jakieś … - popatrzył na swój granatowy zegarek z którym się nigdy nie rozstawał - …yyy… 15 min? Chyba tak
- No, jakoś tak. No to życzę miłego stania w korku – zaśmiałam się
- Hahaha…, bardzo śmieszne Ali- po tych słowach zasunął z powrotem szybę i podjechał kawałek  machając do mnie przy okazji

Kiedy w końcu doszłam do Sali treningowej ruszyłam do szatni.  Zobaczyłam po drodze przez otwarte drzwi Justice pochylającą się nad komórką z której wydobywała się muzyka
- Siemka Justice!! – wydarłam się na cały głos. Dziewczyna aż podskoczyła z wrażenia. Ale kiedy mnie zobaczyła podbiegła do mnie i rzuciła mi się na szyje
-Alice!! – krzyczała – jak ja cie dawno nie widziałam!!
-Spokojnie Jus, widziałyśmy się przecież jakieś dwa tygodnie temu przez  no … cały obóz!!
-Hahaha! No ale to było tak dawno – zaśmiała się
-Tak, bardzo, haha!
- No to co tam u ciebie? – spytała dziewczyna
- To raczej ja się powinnam o to zapytać! – krzyknęłam – pisałaś do mnie że coś się stało. Więc o co chodzi?
Justice się zmieszała. Jak przed chwilą jej oczy były przepełnione szczęściem tak teraz zasłoniło je smutek
- No to co się stało? Nie powiesz mi chyba że coś się stało?? Jednak wyjeżdżasz?? – spytałam z drżącym głosem
- Nie, nie. Nic z tych rzeczy – uśmiechnęła się
- No to o co chodzi?
- No bo wiesz, taki jeden chłopak, yyy , no, znasz go.. ten David z obozu.
- Co on ci zrobił???! – zdenerwowałam się
-Nic, no ale wiesz. Po obozie utrzymywaliśmy ze sobą kontakt
- No to wiem. Cały czas ze sobą gadaliście. No i co się stało?
- No w sumie to nic. No ale parę dni temu napisał mi że  ma zaproszenie na wesele swojego kuzyna z osobą towarzyszącą.
-No i co w tym dziwnego że ciebie zaprosił?
- No to że po pierwsze nie za długo go znam, po drógie on jest przecież o trzy lata ode mnie starszy! – podkreśliła ostatnie słowo.
-Ojej, przejmujesz się. To tylko trzy lata. A na wesele to ja bym na twoim miejscu poszła. No wiesz.. potańczysz, spędzisz czas z Davidem… same korzyści – uśmiechnęłam się
-No tak. Nie wiem już sama..- załapała się za głowę
-No weź! - krzyknęłam troche już poirytowana jej gadaniem -  Nie marudź tyle tylko łap za fona i odpisuj mu ze się zgadzasz i będziesz mu towarzyszyć. No a teraz wybacz ale ja się tutaj zaraz ugotuje. Idę się przebrać
Kiedy wychodziłam z szatni o mało co nie wpadłam na Nialla który akurat wszedł do studia.
- Oo, kogo ja widzę. Dojechałeś tak szybko? – zapytałam z drwiną w głosie
- Nie… - odpowiedział zmieszany - zostawiłem samochód jakieś dwie przecznice stąd i przyszedłem na nogach.
-Aa, fajnie masz – uśmiechnęłam się szeroko ukazując swój aparat na zębach.
Po chwili poszliśmy razem do szatni się przebrać rozmawiając o wszystkim i przy okazji kłócąc się o  wszystko.
- No ja ci mówiłem że nie umiesz tego! Ale ty swoje! Rany Boskie! Co za kobieta! – lamentował Niall.
Robiliśmy gwiazdę. Każdy z nas po kolei. Kiedy nadeszła moja kolej zrobiłam krótki rozbieg i stanęłam na rękach. Wszystko poszło by z godnie z planem gdyby nie to że Kate zaczęła krzyczeć że ma na twarzy pryszcza i wygląda okropnie.  Ja w tym czasie wszystko wykonałam poprawnie lecz jej krzyki wyprowadziły mnie z równowagi i spadłam na plecy obijając sobie przy tym głowę.
-Ja pierdziele! Kate! Jesteś jakaś nienormalna! Alice mogła skręcić sobie kark! – krzyczał nerwowo Niall podając mi butelkę z wodą o którą go wcześniej poprosiłam
-Niall, daj spok.. – nie dokończyłam bo przerwał mi jak zwykle w pół słowa
-Nie, nie przestane! Mogło ci się coś stać!
- Ale nie stało – przekonywałam go ale na marne. Jego nie dało się przekonać a moja głowa pulsowała mi niemiłosiernie.
- Alice, przepraszam, nie chciałam żeby to tak wyszło. No ale widzisz sama jak to paskudztwo wygląda –pokazała na czeroną kropke na twarzy.
- Dobrze, spokojnie. – uśmiechnęłam się , a tak naprawdę to próbowałam, bo ból głowy nie pozwalał mi zbytnio na to.
- Alice, chodź podwiozę cię do domu – wziął swoją i moją torbe wieszając sobie je na ramieniu i podchodząc do mnie aby pomóc mi wstać- na dzisiaj to chyba tyle. dzięki wszytskim - posłał swój śliczny uśmiech każdemu prócz Kate, która siedziała ze spuszczoną głową.
- Dzięki  - odpowiedziałam dość cicho ale jego skinienie głową potwierdziło że usłyszał .


sobota, 12 kwietnia 2014

Rozdział 2

Kiedy dotarłyśmy do mojego domu, udałyśmy się w stronę mojego pokoju. Był on dość duży. Na środku mieściło się duże, dwuosobowe łóżko, po obydwu stronach znajdowały się szafki nocne. Nad łóżkiem znajdowały się medale powieszone na małym gwoździku. Jeden z nich był złoty za pierwsze miejsce w  zawodach siatkarskich. Było to jakieś 3 lata temu kiedy to chodziłam do klubu sportowego. Niby wszystko super no ale podczas zawodów chcąc przebić piłkę na boisko przeciwnika wyskoczyłam wysoko i uderzyłam piłkę z całej siły. Zdobyłyśmy punkt, lecz jakim kosztem! Kiedy wylądowałam z powrotem na parkiecie, skulałam się z bólu. Okazało się, że źle stanęłam i skręciłam kostkę. Trener wyeliminował mnie z reszty zawodów. Musiałam odpuścić sobie 4 miesiące treningów. Było to koszmarne! Siatka była moją pasją, całym moim życie a tu nagle taka wpadka z tą kostką. Po powrocie do zdrowia i po 4 miesiącach laby udałam się na trening. Byłam taka zadowolona z tego że nareszcie będę mogła zagrać a tu nagle taka niespodzianka! Okazało się ze trener dał na moje miejsce Joanne. Dziewczyny z mojej drużyny powiedziały, że trener stwierdził że jest lepsza ode mnie i  to dzięki niej nasz zespół zaszedł tak wysoko. Załamałam się wtedy. Byłam w szoku. Siatkówka była moją wielką miłością. Wiązałam całą swoją przyszłość z nią. Lecz ta informacje pogrzebała moje marzenia. Zrezygnowałam z siatkówki, a zapisałam się na tańce, które okazały się o niebo lepsze od siatki! I właśnie tak zaczęła się moja przygoda z tańcem. Drugi medal był brązowy. Tak, właśnie. Moja nagroda za ciężką pracę przez cały rok. Dostałam ją za freestyle na turnieju. Jako jedyna zgłosiłam się z naszej formacji i… zajęłam 3 miejsce!! Była to po prostu niesamowite! Nie sądziłam że coś takiego uda mi się osiągnąć. Było ok 30 uczestników a wśród nich ja. Był to mój pierwszy raz na takim turnieju. Ta adrenalina, stres …. Ach! Piękne uczucie. No ale wracając do rzeczy. Po prawej stronie znajdowały się drzwi do garderoby, a po lewej regał z książkami i komoda.
Rozłożyłyśmy się na łóżku. Nie miałyśmy sił. Niby to pierwszy dzień w szkole po wakacjach a my już zmęczone!
-Nie chce mi się nic!- nudziła Rose.
-Mi też- zawtórowałam jej
-No weź, chyba nie będziemy leżeć tak cały dzień! – krzyknęła pełna energii Alex – chodźmy się gdzieś przejść czy coś. Nie wiem. Pograjmy w prawda czy wyzwanie, co kolwiek!
-Ej a może na omegle?-spytałam
-Oooo!!- krzyknęły z zadowoleniem
I tak spędziłyśmy cały dzień. Wieczorem zeszłyśmy na dół coś zjeść. Oczywiście na kolacje nie jadłyśmy nic innego jak naleśniki z nutellą i bitą śmietaną. To była stała rzecz jaką robiłyśmy z dziewczynami jak do mnie przyjeżdżały. Po kolacji do domu przyjechali moi rodzice zmęczeni całym dniem w pracy. Tak, moi rodzice pracowali od rana do nocy. Czasami nawet nie było ich kilka dni. Smutne no ale cóż. Byłam ich jedyną córką. Jedynymi osobami które były mi bardzo bliskie były własnie Alex i Rose. One zawsze poprawiały mi humor. Nigdy nie zostawiły mnie w potrzebie. Wiedziałam że mogłam na nie liczyć w każdej sprawie. Rodzice to … tak szczerze to rzadko kiedy mieli wolne. Zarabiali dużo pieniędzy a ja przez to dostawałam wysokie kieszonkowe. Przez to też mój dom wyróżniał się na tle innych w naszej okolicy. Ale co mi z tego jak nie miałam ich przy sobie.
-Cześć mamo! Cześć tato!- krzyknęłam od progu kiedy wchodzili do domu
-Dobry wieczór! – krzyknęły dziewczyny
-Cześć dziewczyny. Widzę że zrobiłyście znów naleśniki. Mogę liczyć na to, że zostały jakieś dla mnie? – spytał mój tata
-Oczywiście Panie Doop- powiedziała Alex, która zazwyczaj smażyła nam naleśniki. Była najlepsza w tych rzeczach. A najlepiej wychodziły jej babeczki. To po prostu było niebo w gębie.
- To dobrze bo jestem  potwornie głodny.- za tatą do domu weszła mama.
- Dzień dobry wszystkim- powiedziała
-Mamo, ale wiesz że jest już 21? To już raczej dobrzy wieczór – zaśmiałam się
-A.. no .. możliwe
I wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem. Po włożeniu talerzy do zmywarki i odgrzniu rodzicom naleśników udałyśmy się z powrotem na górę. Jak zwykle kiedy moje przyjaciółki u mnie nocowały przegadałysmy całą noc. No może połowę bo druga połowę spałyśmy bo w końcu jutro szkoła.
Obudziłyśmy się wypoczęte. To dzisiaj miałam mieć swój pierwszy trening po wakacjach. Nie mogłam się doczekać o czym Justice chciała ze mną pogadać. Bałam się że to może chodzić o jej rodziców. Oni też byli tak zapracowani. Mieli własną firmę tak jak i moi. Justice zwierzyła mi się kiedyś że jej rodzie mają zamiar się przeprowadzić do innego kraju. Jeśli to o to jej chodziło to nie wiem co ze sobą zrobie. Justice jest osobą z którą przyjaźnie się od przedszkola. To ona zaraziła mnie tańce. Nie pozwolę żeby tak nagle wyjechała i zniknęła z mojego życia. Tak może i mam innych znajomych ale to nie to samo!. Ehh.. wole nie myśleć jak by to wszystko wyglądało. W każdym razie. Rose nareszcie wyszła z łazienki i nadeszła moje kolej na ogarnięcie się. Wzięłam czyste ubrania i poszłam się odświeżyć . Zimny prysznic z rana dobrze mi zrobił, może nie zapomniałam o moich wcześniejszych przemyśleniach ale pomógł się rozbudzić do końca. Nałożyłam w pośpiechu moje ubrania. Były to czarne rurki, za duży t-shirt bez rękawków i zgniło zieloną bluzę. Wyszłam z łazienki. W pokoju czekały już na mnie gotowe do wyjścia Alex i Rose. No może nie do końca.. Rose poprawiała jeszcze kreski  na oczach a Alex patrzyła na nią z miną typu ‘długo jeszcze?’. Właśnie, cała Rose.. nie wyjdzie z domu bez make up’u. kiedy już skończyła, zeszłyśmy na dół aby zrobić sobie kanapki do szkoły. To znaczy one sobie robiły. Ja zazwyczaj do szkoły brałam samą wodę lub czasami jakieś ciastka. Nie lubiłam jeść w szkole. To znaczy może nie że w szkole ale tak często rano. Dzień swój rozpoczynałam od płatek z mlekiem które spokojnie dawały mi energię do 14 a zazwyczaj do tej godziny mieliśmy lekcje. Po zjedzeniu  płatek z mlekiem udałyśmy się w stronę drzwi z zamiarem pójścia na przystanek. Po wyjściu na zewnątrz przeszedł mnie dreszcz. Nie było tak ciepło mimo przebijającego się przez chmury słońca. Poszłyśmy spacerkiem na przystanek autobusowy bo miałyśmy jeszcze parę minut do przyjazdu autobusu. Kiedy autobus nadjechał szybko wskoczyłyśmy do niego. Droga dłużyła się niemiłosiernie, gdyż to właśnie z samego rana było najwięcej ludzi w autobusie. Zostałyśmy rozdzielone. Ja zostałam w samym środku pomiędzy jakimiś babciami, Alex jak widziałam została zepchnięta gdzieś  na tyły autobusu a Rose zajęła miejsce siedzące jakiemuś starszemu panu, który był bardzo niepocieszony jej zachowaniem. W końcu dojechałyśmy. Szybko wysiadłyśmy , uprzednio przepychając się między ludźmi żeby nas wypuścili. Doszłyśmy do szkoły i każda z nas poszła w stronę swojej szafki. Wyszłyśmy szybko z podziemi i pędem ruszyłyśmy w stronę Sali od angielskiego gdzie miała się odbyć pierwsza lekcja.
Po skończonych zajęciach byłam jeszcze bardziej zmęczona niż wczoraj. Dzisiaj nie było już tylko lekcji organizacyjnych ale normalne lekcje. I tym sposobem rozpoczęła się znów nauka. Grrr.. nie lubię się uczyć, choć wiem że tylko dzięki nauce i dobrym ocenom mogę osiągnąć coś w życiu.
- Alice!  Gdzie tak pędzisz? – zapytała Rose kiedy jako pierwsza wybiegłam z klasy
- Mam trening a Justice powiedziała żebym przyszła trochę wcześniej- odparłam
-No ale z tego co mi wiadomo trening masz o 15 a teraz jest  14 : 15.
- No tak, no ale wiesz.. zanim tam dojdę to jakieś pół godziny .. – powiedziałam przypominając sobie moją drogę
- No to pojedziesz autobusem. Bez spiny! – wtrąciła nadchodząca Alex. Że też one nigdy nie miały problemów.
-Ale ja wole się przejść. Przy okazji się trochę rozruszam – zaśmiałam się – bo znając życie wf znów będzie do d.. – zatrzymałam się przypominając sobie moje postanowienie ‘-postaram się nie używać brzydkich słów’- .. do kitu.
Dziewczyny spojrzały na mnie a później na siebie.
-No to skoro musisz już iść no to paa.. – podeszły do mnie i mnie przytuliły.
- Papa!- powiedziałam oddalając się od nich.
Ruszyłam w stronę Sali na której miały się zacząć znów moje treningi. Byłam strasznie podeksctytowana że znów poczuje to wspaniałe uczucie zmęczenia. Ale jednocześnie byłam zdenerwowana co też Justice chciała mi powiedzieć.

piątek, 11 kwietnia 2014

Rozdział 1

Pierwszy dzień szkoły. Taaaa… niby fajnie bo znów można spotkać znajomych, pogadać o „fantastycznie” spędzonych wakacjach, kto gdzie był i co kupił. Nie wiem czemu ale za bardzo nie lubie się przechwalać. Moje Wakacje były całkiem spoko. Tydzień u babci, dwa tygodnie przerwy, znów tydzień nad morzem a pod koniec sierpnia obóz taneczny. Wakacje jak co roku. Nic się nie zmieniło. No może poza moją mocną opalenizną i czerwonymi od słońca plecami. Nie jestem aż tak brązowa no ale na pewno daleko mi od bladej karnacji.
Nagle na na przystanek podjechał mój autobus. Szybko wstałam z ławki. Weszłam do autobusu i zajęłam moje stałe miejsce, przy okazji zrzucając torbe na miejsce koło mnie. Wyjęłam słuchawki, podłączyłam je do telefonu i włączyłam moją ulubioną piosenke. Podróż do szkoły dość szybko mi zlceciała. Już po chwili wysiadłam i udałam się w strone szkoły. Ach te wspomnienia. Z tą ścieżką wiązało się mnóstwo wspomnień. Na przykład kiedy to pierwszy raz udałyśmy się z moją przyjaciółką na wagary. Nie no, wszytsko super ale jak tylko byłyśmy już parenaście metrów od drzwi wejściowych spotkałyśmy na chodniku dyrektora naszej szkoły! Nie obyło się wtedy bez kazania z jego strony, dodatkowych prac w szkole i szlabanu w domu. No ale i tak tego nie żałuje. Pierwsze wagary i tak udane. Albo kiedy to po dyskotece szkolnej wpadłyśmy na pomysł z koleżankami, że imprezka była za krótka i nie zbyt fajna więc zaczęłyśmy tańczyć przed szkołą do piosenki One Direction Best Song Ever. To dopiero była jazda!! Na drugi dzień, chłopcy z naszej klasy stwierdzili że za dużo Piccolo wypiłyśmy i dlatego miałyśmy takie haluny.
Kiedy dotarłam do szkoły, udałam się w strone podziemi gdzie mieściła się moja szafka. Kiedy tylko skręciłam w prawo za rogiem zobaczyłam moje bffki. Alex i Rose. Poznałyśmy się w pierwszej klasie, ale nie widać tego po nas. Ktoś obcy stwierdził by że znamy się od wieków. W pewnym momencie Rose odwróciła się w moją strone i krzyknęła:
- Alice! Hejka! – i rzuciła się w moją strone.
- Siemka Ali!- powiedziała Alex czekając , aż Rose się ode mnie w końcu odczepi. Kiedy to nastąpiło znów zostałam obdarowana wielkim przytulasem.
-Co tam u ciebie? Opowiadaj! Nie widziałyśmy się całe wakacje! Rozmawiaj do mnie!
Wściekała się Alex.
- No wiesz, jak co roku..
Zaczęłam opowiadać o spędzonych wakacjach w drodze do mojej szafki. Kiedy skończyłam jak zwykle moje towarzyszki nie pozostały mi dłużne i zaczęły paplać na temat swoich.
-…no i właśnie już mieliśmy wyjeżdżać kiedy okazało się że zostawiłam moje kochane spodnie – tu podała ich nazwe , której znów nie mogłam zapamiętać.
Alex – jedna z najlepszych przyjaciółek. Może najpierw zaczne od wyglądu. Dłubie ciemne blond włosy, brązowe oczy, dość wysoka, no, równa ze mną. Hobby: harcerstwo. Ma bzika na tym punkcie. Cały czas opowiada o czymś co jest dla mnie niezrozumiałe i dziwne. Ale i tak ją kocham.
Następna to Rose. Tak samo jak Alex moja bff. Niska, ma krótsze i jaśniejsze włosy od Alex, niebieskie oczy, a hobby to… yyy, no.. ma ich dużo.. a może mało.. w każdym razie ostatnio jak wiem z jej wiadomości to zapisała się do wolontariatu. Ma dużo zainteresowań ale tak szczerze to nie umiem ich nazwać. W każdym razie są to jedne z najważniejszych osób w moim życiu. Bez nich ta szkoła była by nudna. Zawsze na przerwach w poprzednich latach miałyśmy odpały różnego rodzaju. Począwszy od nazwy „bułka” , która wywoływała od razu uśmiech, a skończywszy na spojrzeniu się na siebie w tej samej chwili i śmianiu się  w niebogłosy.
O 8 rozpoczęła się pierwsza lekcja. Była to biologia. Nauczycielka gadała coś na temat oceniania i zachowania się na lekcji. Wszyscy byli jak widze bardzo zainteresowani. Pozostałe lekcje niczym nie różniły się od pozostałych.
Po skończonych lekcjach, razem z dziewczynami z mojej klasy poszłyśmy na gofry aby uczcić ten dzień. Dzień, rozpoczynający dziesięć miesięcy tortur.
Kiedy po zakończonym posiłku udałyśmy się w strone autobusu, ponieważ Alex i Rose jechały do mnie, coś zawibrowało mi w kieszeni spodni. Wyciągnęłam komórke. 1 nowa wiadomość.

Hejka Ali, jak tam po wakacjach i pierwszym dniu w szkole? Chciałam ci powiedzieć, że treningi zaczynają się w czwartek o 16 w naszej sali. Dobrze by było jak byś przyszła w czwartek trochę wcześniej bo musze z tobą pogadać. Nie martw się, nie chodzi o nic strasznego.
Do zobaczenia Justice xx

Szybko odczytałam wiadomość i odpisałam:

Hejka Justice, spk, nie ma sprawy. Bd o 15:30. Do zobaczenia ;*

-Do kogo ty tak stukasz? – spytała Rose z podejrzliwym uśmieszkiem.
-Do nikogo, to znaczy do Justice. Napisała mi ze od czwartku zaczynają się treningi i ma mi coś ważnego do powiedzenie
-Oooo!- krzyknęła  Alex – może to jakieś stypendium taneczne? Tak, na pewno o to chodzi.
- Taaa… jasne..  na pewno..- odparłam
-No ale skąd wiesz?
-No nie wiem..
Czekałyśmy już na przystanku kiedy to podszedł do nas Louis
-Hejka dzikie czikity!
-Siema Lou- powiedziałyśmy równocześnie
-Jedziecie autobusem?
-Nom, do Alice. Robimy u niej bibe z okazji ropoczęcia ostatniego roku w gimbazie.
-Uuu, a czemu niby ja nie zostałem zaproszony? – oburzył się chłopak
- A ty przypadkiem nie miałeś gdzieś iść z jeniferkami? – spytała z sarkazmem Rose
-Niee –odpowiedział ponuro – znów wychodzą gdzieś z Tomem.
- A to peszek.. –powiedziałam- no cóż, to chodź do mnie
- Niee, nie chce robić problemu … - powiedział z udawaną grzecznością – nie no, tak na serio to ide dzisiaj na basen.
-Aaa, no tak. Robić rzeźbe. No ale wiesz, żeby robić rzeźbe to trzeba mieć mase.. – dogryzła Louisowi Rose.
-Ha, ha, ha … bardzo śmieszne…
W tej chwili nadjechał autobus, którym miałyśmy się przemieścić do mojego domu.  Pożegnałyśmy się z chłopakiem i wsiadłyśmy do podłużnego pojazdu. Po 20 min byłyśmy już pod moim domem.

Prolog ;D

No i się zaczęło.. Rozpoczęcie roku szkolnego. Jest to mój ostatni rok w tej szkole. 3 klasa gimnazjum. Super.. już nie moge się doczekać mojego planu lekji. Może tam coś ciekawego sie znajdzie.. z resztą, co ja mówi!! W szkole nie ma nic fajnego! Ale poza nią to co innego. Treningi, spotkania z przyjaciółmi, trening, odpoczywanie po treningach itd. Tak, kocham moje cotygodniowe tańce. Jest to jedyna rzecz która trzyma mnie jeszcze przy zyciu, bez tego nie wiem jak wyglądało by moje życie. Może nie jestem jakaś najlepszą tancerką ale kocham to co robie i wkładam w to całe serce. Nie zrezygnowałabym z tego za nic w świecie!! No ale cóż.. szkoła się zaczyna, nauka, dodatkowe treningi no i mnóstwo testów próbnych przygotowujących do na końcowych egzaminów. Liczę, że chociaż moja średnia okaże się dobra w porównaniu do tego jak napisze te głupie testy. W tym roku postanowiłam przykładać się do nauki ale nie wiem co z tego wyjdzie. A poza tym to mój ostatni rok, z jak to mówią nauczyciele „najgorszą klasą w szkole”. Nie wiem jak bez nich wytrzymam no ale cóż, wszystko idzie do przodu więc akurat czemu ja bym miała stać w miejscu? Jakoś dam rade. Chce zakońzyc ten rok z poczuciem tego ze dostane jakoś dobrze zapamiętana przez nauczycieli i innych ludzi uczęszczających do szkoły razem ze mną. Nie wiem dlaczego ale mam  co do tego dobre przeczucie. No ale, okaże się w późniejszym czasie







-------------------------

a tak wgl to siemka.!!
więc tak, opowiadanie to jest po części oparte na prawdziwych wydarzeniach lecz praktycznie większość  to fikcja. życzę miłego czytania ;)