piątek, 9 maja 2014

Rozdział 4

Kiedy szliśmy w stronę jego samochodu,  on cały czas trzymał mnie w pasie abym przypadkiem nie upadła. Było to bardzo miłe z jego strony. Kiedy doszliśmy do samochodu, Niall sięgną do kieszeni swojej bejsbolówki aby znaleźć kluczyki do samochodu.  Samochód wydał z siebie dźwięk a chłopak w tym czasie otworzył mi drzwi abym mogła usiąść z przodu.
- Dziękuje Niall – powiedziałam lekko się rumieniąc. Nigdy do tąd nie spotkałam się z czymś takim aby chłopak otwierał przede mną drzwi. Było to bardzo miłe z jego strony. Niall uśmiechnął się tylko do mnie i obszedł samochód aby wrzucić nasze torby do bagażnika. Usadowiłam się wygodnie na siedzeniu i zapięłam pasy. Głowa nie przestawała mnie boleć ani na chwile. Nawet powiedziała bym że ból rósł z każdą chwilą. Niall zajął miejsce za kółkiem  i włożył klucz do stacyjki. Odpalił samochód i wyjechał z parkingu.
- Co tak cicho siedzisz? – spytał z troską w głosie i odwrócił głowę w moją stronę
- No wiesz.. uderzyłam się w głowę i przez to głowa mnie boli. – powiedziałam trochę zdenerwowana jego pytaniem
- Nie złość się.. tylko zapytałem – odwrócił się z powrotem bo światło zmieniło się na zielone. Cisza, która zapadła była trochę krępująca. Nie chciałam, żeby to tak zabrzmiało. Nie jestem na niego zła ani nic ale po prostu ból robi swoje..
Kiedy dojechaliśmy na miejsce, odpięłam pasy i już chciałam wychodzić kiedy coś mi się przypomniało.
- Ej, Niall, dziękuje że mnie odwiozłeś. Nie wiem jak bym sobie poradziła .Uśmiechnęłam się najszerzej jak tylko potrafiłam w tej chwili i przytuliłam się do chłopaka.
- Nie ma za co – uśmiechnął się – przecież wiesz, że możesz zawsze na mnie liczyć
- No tak. Ale i tak dziękuje. Więc.. skoro już jesteś tutaj – pokazałam na mój dom – to może wpadniesz do mnie na chwile?
- No nie wiem.. – zamyślił się – jest już 7, no i  … no ale w sumie to… - zrobił długą przerwę -  ok
Kiedy wyszliśmy z auta udaliśmy się do dużych drzwi wejściowych. Niall trzymał nasze torby a ja z trudem grzebałam w swojej próbując znaleźć klucze od domu. Kiedy je znalazłam otworzyłam drzwi aby pierwszy do środka wszedł mój gość. Spojrzałam na niego znacząco ale on tylko powiedział
- No wchodź, przecież dziewczyny mają pierwszeństwo – i znów obdarował mnie tym swoim pięknym uśmieszkiem . weszliśmy do domu i od razu udaliśmy się do kuchni
- No to czego się napijesz? – spytałam
- Soku jak możne
-Ok
Podeszłam do lodówki i wyciągnęłam wielki karton z sokiem pomarańczowym. Postawiłam go na stół przy okazji biorąc z szafki dwie szklanki. Odstawiłam to wszystko na stół
- Proszę
- Dziękuje. No więc, mów o tam u ciebie? – spytał
- No wiesz, bywało lepiej… no ale w sumie to jest ok. a co tam u ciebie? Bo widziałam ostatnio cię z jakąś nową dziewczyną – mówiłam wspinając się na szafkę aby dosięgnąć mocniejszej tabletki przeciw bólowej.
- Taaa. –odpowieział – to koleżanka z klasy. Przepisała się do naszej szkoły. Chciałem być miły i do niej zagadałem coś tam o tym gzie chodziła do szkoły jakie ma plany i wgl..
- Aaaaa, no tak.. słynny Naill Horan nie mógł się powstrzymać żeby już w pierwszym dniu nie poderwać nowej laski - zaśmiałam się. Zeskoczyłam z szafki a kiedy stanęłam na nogach zakręciło mi się w głowie. Musiałam przytrzymać się blatu aby nie upaść . sięgnęłam ręką po Wodę i połknęłam tableke. Usiadłam koło chłopaka. – no i co tam dalej z nią?
-No dziewczyna jest taka że rany Boskie! Przyczepiła się do mnie i teraz cały czas za mną chodzi. Dzisiaj musiałem się urwać z dwóch ostatnich lekcji bo powiedziała że ma pół godziny do autobusu i nie ma co ze sobą zrobić i czy nie mógł bym jej towarzyszyć
- Czyli mam rozumieć że teraz uciekasz przed dziewczynami? – zaśmiałam się
- No może nie uciekam ale ona jest na prawdę wnerwiająca.. jak sobie o niej pomyśle i o tym że jutro też ją zobaczę to rzygać mi się chce.. – upił łyk soku ze szklanki – no a jak tam u ciebie? Jakiś nowy chłopak na horyzoncie? – poruszył zabawnie brwiami
- Mówiłam ci już. Jak na razie nie mam czasu na chłopaków. Zamierzam w tym roku mieć dobre oceny bo w końcu to ostatni roku w tej budzie no i poświęcić się tańcu.. – odparłam zwyczajnym tonem jak by to było nic takiego. Kiedy wspomniałam o chłopakach kąciki ust chłopaka nieznacznie się podniosły.
- No to ambitne plany. Ja też coś zamierzam się uczyć bo w końcu matury i te sprawy..
Kiedy wypiliśmy cały sok odstawiłam szklanki do zmywarki.
- Chodź może na górę – za proponowałam
Kiedy wdrapaliśmy się na górę. To znaczy co ja mówię.. Niall wziął mnie na ręce i poniusł na górę. Zaczęłam piszczeć i krzyczeć zdejmując mu przy okazji jego full cap który zawsze miał na głowie. Postawił mnie w końcu na ziemi. Skinęłam w podzięce głową. Kiedy już znaleźliśmy się w pokoju zamknęłam drzwi. Zawsze tak robiłałam bo po pierwsze kiedy drzwi były zamknięte w pokoju było znacznie cieplej a po drugie nie lubiłam być sama w tak dużym domu. Kiedy znalazłam się przy łóżku padłam ze zmęczenia na nie. Głowa przestawała boleć z każdą chwilą. Wychodzi na to że lekarstwo podziałało. Obok mnie położył się Niall.
- Wiesz co? Fajnie tak czasem sobie pogadać. – powiedział wgapiając się w sufit.
- No.. bardzo. Dzięki że chociaż przez chwile ze  mną tutaj posiedzisz. Bo wiesz, cały dzień w tym wielkim domu to.. nie fajnie.
-tak, wyobrażam sobie. Ej to może się gdzieś jutro razem wybierzemy? Co? Jak za dawnych lat? – spytał z wielkim  bananem na twarzy
- Spoko. A bierzemy Justice?
- Jak chcesz to tak. Poczekaj zadzwonię do niej- chłopak wyjął swój telefon z kieszonki spodni. W tym samym momencie mój telefon zadzwonił. Na ekranie wyświetliła się nazwa „mama”. Przeciągnęłam palcem po ekranie.
- Słucham?
- Cześć, Alice. Wiesz, sprawy się troszkę przeciągnęły i wracam dopiero jutro wieczorem. Bardzo cie przepraszam no ale szef dzisiaj nam oznajmił że zostajemy do jutra. Plany z podpisaniem kontraktu nie wypaliły. Musimy zacząć od początku. Nie wykluczone że zobaczymy się dopiero za tydzień.
- no dobrze.. a już liczyłam że zrobimy sobie wieczór filmowy – powiedziałam z nutą żalu w głosie
- Bardzo cię przepraszam. Na przeprosiny przelałam ci tysiąc złotych na twoje konto. Idź na zakupy i sobie coś kup. Bardzo mi przykro no ale taką mam prace
- Dobrze, nic się nie stało.. no i dziękuje ale wiesz mamo, że pieniądze nie dadzą mi tego jak ty byś była chodź jeden dzień ze mną..
- Tak wiem. Jak już wrócę wezmę sobie urlop
- Dobrze mamo. Trzymam cię za słowo – uśmiechnęłam się smutno
- No nic. Muszę wracać do sporządzania nowej umowy. To dobranoc córciu – powiedziała na dowidzenia i się rozłączyła
- Pa … - powiedziałam do telefon kiedy rozmowa się już zakończyła.
- No i jak tam? Kto to dzwonił?
- Mama. Powiedziała że wraca dopiero za tydzień – z trudem powstrzymywałam łzy
- No a tata? Gdzie on jest? Też w pracy? – spytał z troską w głosie Niall
- Nieee, to znaczy tak. Tata jest w Grecji. Miał tam parę spraw do załatwienia i wraca najprawdopodobniej za miesiąc
Powiedziawszy to samotna łza spłynęła mi po policzku. Niall zauważył to mimo iż szybko ją starłam. Podszedł do mnie i przytulił. Nie mogłam w to uwierzyć że rodzice znów mnie olewają. Raz mogło być tak dobrze a drugi nie ma ich w domu. To było niesprawiedliwe. Inni mieli rodziców na miejscu a ja musiałam sobie sama dawać radę. Wolała bym abyśmy byli biedni niż mieli tyle pieniędzy.może wtedy bylibyśmy szczęśliwą rodziną. Stałam tak wtulona w niego aż poczułam jak odsuwa mnie lekko od siebie i łapie za ręce.
- Nie płacz. Wszystko będzie dobrze. Zobaczysz, jeszcze będą żałować że zmarnowali cały swój czas na prace a nie na taką wspaniałą dziewczynę jak ty. Pamiętasz co ci kiedyś mówiłem? Zawsze, ale to zawsze możesz na mnie liczyć. Nigdy cię nie zostawię.
Kiedy to powiedział wybuchnęłam głośnym płaczem. Nie mogłam w to uwierzyć że mam tak wspaniałego przyjaciela. Gdy łzy przestały płynąć z moich oczu to ja odepchnęłam go lekko od siebie i pocałowałam w policzek.

*Niall*
Jej reakcja mnie zaskoczyła nie wiedziałem co mam zrobić. Alice podobała mi się od kąd się tylko poznaliśmy. Jako jedyny wydawała się taka normalna. Spokojna ale zarazem twarda. W jej charakterze nie znalazłem jeszcze żadnej negatywnej cechy. Zawsze pomagał innym. Ale najbardziej fascynowało mnie to jak tańczy. Jej styl, technika i ruchy były po prostu tak idealnie ze sobą zgrane.. po prostu była idealna.
Po zaistniałej sytuacji uśmiechnąłem się do dziewczyny i oboje opadliśmy z powrotem na łóżko. Nie puszczałem dłoni Ali ponieważ wiedziałem że tego potrzebowała. Potrzebowała kogoś bliskiego. Kogoś komu mogła by się zwierzyć, zaufać. Kogoś takiego właśnie potrzebowała a ja postanowiłem zostać tym kimś.
- A co z Justice? Dzwoniłeś?
- Tak -odpowiedziałem - powiedziała że nie może i bardzo przeprasza ale musi kupić sukienkę na ślub.. czyż by o jakimś ślubie nie wiedział?
- Aaa, no tak. Justice idzie na ślub ze swoim kolegą. Hahahah - zaśmiała się - no to wygląda na to że zostaliśmy skazani na siebie - uśmiechnęła się szczerze ukazując swój metalowy aparat.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz