Ten rozdział dedykuje mojej BFF, z powodu dzisiejszej złej wiadomości.
Wiem że czyta mojego bloga,
więc postanowiłam na poprawienie jej humoru,
żeby już
NIE SMUTAŁA
napisać go jeszcze dzisiaj dla niej ;**
LOFF U <3
W drodze na trening rozmyślałam o starych czasach. Jak to
kiedyś było. Jaka przeszłość była beztroska a jaka przyszłość będzie
wymagająca. Myślałam o przyszłości. Co to będzie za parę lat. Kim ja będę,
gdzie i co będę robić. Sama jeszcze nie mam planów na przyszłość. Kiedy
ostatnio rozmawiałam z rodzicami na ten temat pomyślałam że mogła bym być
lekarzem lecz jest to bardzo trudny,i ciężki zawód. Ale to jedyne co mi
przyszło do głowy. Wiem tyle że chcę iść w przyszłości do liceum na profil
biologiczno-chemiczny. Nie mam wyznaczonego celu w życiu. Jakieś parę lat temu,
chciałam i chyba nadal tam gdzieś w głębi o tym marze , żeby zostać najlepszą
tancerką. Z tym zawodem bywa różnie. Ciężko się wybić poprzez innych lepszych
tancerzy lecz jak się jest już na szczycie … tak… marzenia… ale chciała bym
robić coś w przyszłości co mi się naprawdę podoba. Rozmyślając tak nad
przyszłością do moich uszu dobiegł głośny klakson. Ze strachu aż podskoczyłam.
Przestraszyłam się i szybko odwróciłam chcąc zobaczyć co się stało. Kiedy się
odwróciłam zobaczyłam sznurek samochodów stojących w korku. Wśród nich było
wysokie białe auto marki nissan. Przez okno kierowcy wychylał się chłopak w
blond włosach machając i uśmiechając się w moją stronę. Podeszłam do samochodu w
którym ów chłopak siedzizła. Już po paru krokach dostrzegłam Nialla za
kierownicą. Niall-kolega z których miałam treningi. Znamy się jakieś 2 lata.
Był on jedyny chłopakiem u nas w zespole. Ach, no tak! Zapomniałam wspomnieć
kto należy do zespołu! A więc: ja, Niall, Jusice, Samantha, Emilly i Kate. Od
najstarszego to: Niall(18l.), ja(16l.), Justice(15l.), Kate(14l.), Emilly(14l.)
i Samantha(14l.). trenowaliśmy razem od roku. Każdy z nas miał przed laty swoją
grupę liczącą paręnaście osób, i tylko nasza szóstka się utrzymała. Smutne.
Nadal tego nie rozumiem jak można z własnej woli zrezygnować z tego. No ale
mniejsza o to.
-Hej Alice! – krzyknął – może nie potrzbójesz podwózki? –
spytał z tymi swoimi zawsze wesołymi iskierkami w oczach
- Hej Niall, nie dzięki. Przejdę się. A poza tym to iść
pieszo niż stać w tym korku - zaśmiałam się
- No. W sumie to racja. No nie. To do zobaczenia za jakieś …
- popatrzył na swój granatowy zegarek z którym się nigdy nie rozstawał - …yyy…
15 min? Chyba tak
- No, jakoś tak. No to życzę miłego stania w korku –
zaśmiałam się
- Hahaha…, bardzo śmieszne Ali- po tych słowach zasunął z
powrotem szybę i podjechał kawałek
machając do mnie przy okazji
Kiedy w końcu doszłam do Sali treningowej ruszyłam do szatni. Zobaczyłam po drodze przez otwarte drzwi Justice
pochylającą się nad komórką z której wydobywała się muzyka
- Siemka Justice!! – wydarłam się na cały głos. Dziewczyna aż
podskoczyła z wrażenia. Ale kiedy mnie zobaczyła podbiegła do mnie i rzuciła mi
się na szyje
-Alice!! – krzyczała – jak ja cie dawno nie widziałam!!
-Spokojnie Jus, widziałyśmy się przecież jakieś dwa
tygodnie temu przez no … cały obóz!!
-Hahaha! No ale to było tak dawno – zaśmiała się
-Tak, bardzo, haha!
- No to co tam u ciebie? – spytała dziewczyna
- To raczej ja się powinnam o to zapytać! – krzyknęłam –
pisałaś do mnie że coś się stało. Więc o co chodzi?
Justice się zmieszała. Jak przed chwilą jej oczy były
przepełnione szczęściem tak teraz zasłoniło je smutek
- No to co się stało? Nie powiesz mi chyba że coś się stało??
Jednak wyjeżdżasz?? – spytałam z drżącym głosem
- Nie, nie. Nic z tych rzeczy – uśmiechnęła się
- No to o co chodzi?
- No bo wiesz, taki jeden chłopak, yyy , no, znasz go.. ten
David z obozu.
- Co on ci zrobił???! – zdenerwowałam się
-Nic, no ale wiesz. Po obozie utrzymywaliśmy ze sobą kontakt
- No to wiem. Cały czas ze sobą gadaliście. No i co się stało?
- No w sumie to nic. No ale parę dni temu napisał mi że ma zaproszenie na wesele swojego kuzyna z
osobą towarzyszącą.
-No i co w tym dziwnego że ciebie zaprosił?
- No to że po pierwsze nie za długo go znam, po drógie on
jest przecież o trzy lata ode mnie starszy! – podkreśliła ostatnie słowo.
-Ojej, przejmujesz się. To tylko trzy lata. A na wesele to
ja bym na twoim miejscu poszła. No wiesz.. potańczysz, spędzisz czas z Davidem…
same korzyści – uśmiechnęłam się
-No tak. Nie wiem już sama..- załapała się za głowę
-No weź! - krzyknęłam troche już poirytowana jej gadaniem - Nie marudź tyle tylko łap za fona i odpisuj mu ze się zgadzasz
i będziesz mu towarzyszyć. No a teraz wybacz ale ja się tutaj zaraz ugotuje. Idę
się przebrać
Kiedy wychodziłam z szatni o mało co nie wpadłam na Nialla
który akurat wszedł do studia.
- Oo, kogo ja widzę. Dojechałeś tak szybko? – zapytałam z
drwiną w głosie
- Nie… - odpowiedział zmieszany - zostawiłem samochód jakieś
dwie przecznice stąd i przyszedłem na nogach.
-Aa, fajnie masz – uśmiechnęłam się szeroko ukazując swój
aparat na zębach.
Po chwili poszliśmy razem do szatni się przebrać rozmawiając
o wszystkim i przy okazji kłócąc się o
wszystko.
- No ja ci mówiłem że nie umiesz tego! Ale ty swoje! Rany Boskie!
Co za kobieta! – lamentował Niall.
Robiliśmy gwiazdę. Każdy z nas po kolei. Kiedy nadeszła moja
kolej zrobiłam krótki rozbieg i stanęłam na rękach. Wszystko poszło by z godnie
z planem gdyby nie to że Kate zaczęła krzyczeć że ma na twarzy pryszcza i
wygląda okropnie. Ja w tym czasie
wszystko wykonałam poprawnie lecz jej krzyki wyprowadziły mnie z równowagi i
spadłam na plecy obijając sobie przy tym głowę.
-Ja pierdziele! Kate! Jesteś jakaś nienormalna! Alice mogła
skręcić sobie kark! – krzyczał nerwowo Niall podając mi butelkę z wodą o którą
go wcześniej poprosiłam
-Niall, daj spok.. – nie dokończyłam bo przerwał mi jak
zwykle w pół słowa
-Nie, nie przestane! Mogło ci się coś stać!
- Ale nie stało – przekonywałam go ale na marne. Jego nie
dało się przekonać a moja głowa pulsowała mi niemiłosiernie.
- Alice, przepraszam, nie chciałam żeby to tak wyszło. No ale
widzisz sama jak to paskudztwo wygląda –pokazała na czeroną kropke na twarzy.
- Dobrze, spokojnie. – uśmiechnęłam się , a tak naprawdę to próbowałam,
bo ból głowy nie pozwalał mi zbytnio na to.
- Alice, chodź podwiozę cię do domu – wziął swoją i moją
torbe wieszając sobie je na ramieniu i podchodząc do mnie aby pomóc mi wstać- na dzisiaj to chyba tyle. dzięki wszytskim - posłał swój śliczny uśmiech każdemu prócz Kate, która siedziała ze spuszczoną głową.
- Dzięki -
odpowiedziałam dość cicho ale jego skinienie głową potwierdziło że usłyszał .
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz