środa, 16 kwietnia 2014

Rozdział 3

Ten rozdział dedykuje mojej BFF, z powodu dzisiejszej złej wiadomości.
 Wiem że czyta mojego bloga, 
więc postanowiłam na poprawienie jej humoru,
 żeby już 
NIE SMUTAŁA
 napisać go jeszcze dzisiaj dla niej ;** 
LOFF U <3


W drodze na trening rozmyślałam o starych czasach. Jak to kiedyś było. Jaka przeszłość była beztroska a jaka przyszłość będzie wymagająca. Myślałam o przyszłości. Co to będzie za parę lat. Kim ja będę, gdzie i co będę robić. Sama jeszcze nie mam planów na przyszłość. Kiedy ostatnio rozmawiałam z rodzicami na ten temat pomyślałam że mogła bym być lekarzem lecz jest to bardzo trudny,i ciężki zawód. Ale to jedyne co mi przyszło do głowy. Wiem tyle że chcę iść w przyszłości do liceum na profil biologiczno-chemiczny. Nie mam wyznaczonego celu w życiu. Jakieś parę lat temu, chciałam i chyba nadal tam gdzieś w głębi o tym marze , żeby zostać najlepszą tancerką. Z tym zawodem bywa różnie. Ciężko się wybić poprzez innych lepszych tancerzy lecz jak się jest już na szczycie … tak… marzenia… ale chciała bym robić coś w przyszłości co mi się naprawdę podoba. Rozmyślając tak nad przyszłością do moich uszu dobiegł głośny klakson. Ze strachu aż podskoczyłam. Przestraszyłam się i szybko odwróciłam chcąc zobaczyć co się stało. Kiedy się odwróciłam zobaczyłam sznurek samochodów stojących w korku. Wśród nich było wysokie białe auto marki nissan. Przez okno kierowcy wychylał się chłopak w blond włosach machając i uśmiechając się w moją stronę. Podeszłam do samochodu w którym ów chłopak siedzizła. Już po paru krokach dostrzegłam Nialla za kierownicą. Niall-kolega z których miałam treningi. Znamy się jakieś 2 lata. Był on jedyny chłopakiem u nas w zespole. Ach, no tak! Zapomniałam wspomnieć kto należy do zespołu! A więc: ja, Niall, Jusice, Samantha, Emilly i Kate. Od najstarszego to: Niall(18l.), ja(16l.), Justice(15l.), Kate(14l.), Emilly(14l.) i Samantha(14l.). trenowaliśmy razem od roku. Każdy z nas miał przed laty swoją grupę liczącą paręnaście osób, i tylko nasza szóstka się utrzymała. Smutne. Nadal tego nie rozumiem jak można z własnej woli zrezygnować z tego. No ale mniejsza o to.
-Hej Alice! – krzyknął – może nie potrzbójesz podwózki? – spytał z tymi swoimi zawsze wesołymi iskierkami w oczach
- Hej Niall, nie dzięki. Przejdę się. A poza tym to iść pieszo niż stać w tym korku -  zaśmiałam się
- No. W sumie to racja. No nie. To do zobaczenia za jakieś … - popatrzył na swój granatowy zegarek z którym się nigdy nie rozstawał - …yyy… 15 min? Chyba tak
- No, jakoś tak. No to życzę miłego stania w korku – zaśmiałam się
- Hahaha…, bardzo śmieszne Ali- po tych słowach zasunął z powrotem szybę i podjechał kawałek  machając do mnie przy okazji

Kiedy w końcu doszłam do Sali treningowej ruszyłam do szatni.  Zobaczyłam po drodze przez otwarte drzwi Justice pochylającą się nad komórką z której wydobywała się muzyka
- Siemka Justice!! – wydarłam się na cały głos. Dziewczyna aż podskoczyła z wrażenia. Ale kiedy mnie zobaczyła podbiegła do mnie i rzuciła mi się na szyje
-Alice!! – krzyczała – jak ja cie dawno nie widziałam!!
-Spokojnie Jus, widziałyśmy się przecież jakieś dwa tygodnie temu przez  no … cały obóz!!
-Hahaha! No ale to było tak dawno – zaśmiała się
-Tak, bardzo, haha!
- No to co tam u ciebie? – spytała dziewczyna
- To raczej ja się powinnam o to zapytać! – krzyknęłam – pisałaś do mnie że coś się stało. Więc o co chodzi?
Justice się zmieszała. Jak przed chwilą jej oczy były przepełnione szczęściem tak teraz zasłoniło je smutek
- No to co się stało? Nie powiesz mi chyba że coś się stało?? Jednak wyjeżdżasz?? – spytałam z drżącym głosem
- Nie, nie. Nic z tych rzeczy – uśmiechnęła się
- No to o co chodzi?
- No bo wiesz, taki jeden chłopak, yyy , no, znasz go.. ten David z obozu.
- Co on ci zrobił???! – zdenerwowałam się
-Nic, no ale wiesz. Po obozie utrzymywaliśmy ze sobą kontakt
- No to wiem. Cały czas ze sobą gadaliście. No i co się stało?
- No w sumie to nic. No ale parę dni temu napisał mi że  ma zaproszenie na wesele swojego kuzyna z osobą towarzyszącą.
-No i co w tym dziwnego że ciebie zaprosił?
- No to że po pierwsze nie za długo go znam, po drógie on jest przecież o trzy lata ode mnie starszy! – podkreśliła ostatnie słowo.
-Ojej, przejmujesz się. To tylko trzy lata. A na wesele to ja bym na twoim miejscu poszła. No wiesz.. potańczysz, spędzisz czas z Davidem… same korzyści – uśmiechnęłam się
-No tak. Nie wiem już sama..- załapała się za głowę
-No weź! - krzyknęłam troche już poirytowana jej gadaniem -  Nie marudź tyle tylko łap za fona i odpisuj mu ze się zgadzasz i będziesz mu towarzyszyć. No a teraz wybacz ale ja się tutaj zaraz ugotuje. Idę się przebrać
Kiedy wychodziłam z szatni o mało co nie wpadłam na Nialla który akurat wszedł do studia.
- Oo, kogo ja widzę. Dojechałeś tak szybko? – zapytałam z drwiną w głosie
- Nie… - odpowiedział zmieszany - zostawiłem samochód jakieś dwie przecznice stąd i przyszedłem na nogach.
-Aa, fajnie masz – uśmiechnęłam się szeroko ukazując swój aparat na zębach.
Po chwili poszliśmy razem do szatni się przebrać rozmawiając o wszystkim i przy okazji kłócąc się o  wszystko.
- No ja ci mówiłem że nie umiesz tego! Ale ty swoje! Rany Boskie! Co za kobieta! – lamentował Niall.
Robiliśmy gwiazdę. Każdy z nas po kolei. Kiedy nadeszła moja kolej zrobiłam krótki rozbieg i stanęłam na rękach. Wszystko poszło by z godnie z planem gdyby nie to że Kate zaczęła krzyczeć że ma na twarzy pryszcza i wygląda okropnie.  Ja w tym czasie wszystko wykonałam poprawnie lecz jej krzyki wyprowadziły mnie z równowagi i spadłam na plecy obijając sobie przy tym głowę.
-Ja pierdziele! Kate! Jesteś jakaś nienormalna! Alice mogła skręcić sobie kark! – krzyczał nerwowo Niall podając mi butelkę z wodą o którą go wcześniej poprosiłam
-Niall, daj spok.. – nie dokończyłam bo przerwał mi jak zwykle w pół słowa
-Nie, nie przestane! Mogło ci się coś stać!
- Ale nie stało – przekonywałam go ale na marne. Jego nie dało się przekonać a moja głowa pulsowała mi niemiłosiernie.
- Alice, przepraszam, nie chciałam żeby to tak wyszło. No ale widzisz sama jak to paskudztwo wygląda –pokazała na czeroną kropke na twarzy.
- Dobrze, spokojnie. – uśmiechnęłam się , a tak naprawdę to próbowałam, bo ból głowy nie pozwalał mi zbytnio na to.
- Alice, chodź podwiozę cię do domu – wziął swoją i moją torbe wieszając sobie je na ramieniu i podchodząc do mnie aby pomóc mi wstać- na dzisiaj to chyba tyle. dzięki wszytskim - posłał swój śliczny uśmiech każdemu prócz Kate, która siedziała ze spuszczoną głową.
- Dzięki  - odpowiedziałam dość cicho ale jego skinienie głową potwierdziło że usłyszał .


sobota, 12 kwietnia 2014

Rozdział 2

Kiedy dotarłyśmy do mojego domu, udałyśmy się w stronę mojego pokoju. Był on dość duży. Na środku mieściło się duże, dwuosobowe łóżko, po obydwu stronach znajdowały się szafki nocne. Nad łóżkiem znajdowały się medale powieszone na małym gwoździku. Jeden z nich był złoty za pierwsze miejsce w  zawodach siatkarskich. Było to jakieś 3 lata temu kiedy to chodziłam do klubu sportowego. Niby wszystko super no ale podczas zawodów chcąc przebić piłkę na boisko przeciwnika wyskoczyłam wysoko i uderzyłam piłkę z całej siły. Zdobyłyśmy punkt, lecz jakim kosztem! Kiedy wylądowałam z powrotem na parkiecie, skulałam się z bólu. Okazało się, że źle stanęłam i skręciłam kostkę. Trener wyeliminował mnie z reszty zawodów. Musiałam odpuścić sobie 4 miesiące treningów. Było to koszmarne! Siatka była moją pasją, całym moim życie a tu nagle taka wpadka z tą kostką. Po powrocie do zdrowia i po 4 miesiącach laby udałam się na trening. Byłam taka zadowolona z tego że nareszcie będę mogła zagrać a tu nagle taka niespodzianka! Okazało się ze trener dał na moje miejsce Joanne. Dziewczyny z mojej drużyny powiedziały, że trener stwierdził że jest lepsza ode mnie i  to dzięki niej nasz zespół zaszedł tak wysoko. Załamałam się wtedy. Byłam w szoku. Siatkówka była moją wielką miłością. Wiązałam całą swoją przyszłość z nią. Lecz ta informacje pogrzebała moje marzenia. Zrezygnowałam z siatkówki, a zapisałam się na tańce, które okazały się o niebo lepsze od siatki! I właśnie tak zaczęła się moja przygoda z tańcem. Drugi medal był brązowy. Tak, właśnie. Moja nagroda za ciężką pracę przez cały rok. Dostałam ją za freestyle na turnieju. Jako jedyna zgłosiłam się z naszej formacji i… zajęłam 3 miejsce!! Była to po prostu niesamowite! Nie sądziłam że coś takiego uda mi się osiągnąć. Było ok 30 uczestników a wśród nich ja. Był to mój pierwszy raz na takim turnieju. Ta adrenalina, stres …. Ach! Piękne uczucie. No ale wracając do rzeczy. Po prawej stronie znajdowały się drzwi do garderoby, a po lewej regał z książkami i komoda.
Rozłożyłyśmy się na łóżku. Nie miałyśmy sił. Niby to pierwszy dzień w szkole po wakacjach a my już zmęczone!
-Nie chce mi się nic!- nudziła Rose.
-Mi też- zawtórowałam jej
-No weź, chyba nie będziemy leżeć tak cały dzień! – krzyknęła pełna energii Alex – chodźmy się gdzieś przejść czy coś. Nie wiem. Pograjmy w prawda czy wyzwanie, co kolwiek!
-Ej a może na omegle?-spytałam
-Oooo!!- krzyknęły z zadowoleniem
I tak spędziłyśmy cały dzień. Wieczorem zeszłyśmy na dół coś zjeść. Oczywiście na kolacje nie jadłyśmy nic innego jak naleśniki z nutellą i bitą śmietaną. To była stała rzecz jaką robiłyśmy z dziewczynami jak do mnie przyjeżdżały. Po kolacji do domu przyjechali moi rodzice zmęczeni całym dniem w pracy. Tak, moi rodzice pracowali od rana do nocy. Czasami nawet nie było ich kilka dni. Smutne no ale cóż. Byłam ich jedyną córką. Jedynymi osobami które były mi bardzo bliskie były własnie Alex i Rose. One zawsze poprawiały mi humor. Nigdy nie zostawiły mnie w potrzebie. Wiedziałam że mogłam na nie liczyć w każdej sprawie. Rodzice to … tak szczerze to rzadko kiedy mieli wolne. Zarabiali dużo pieniędzy a ja przez to dostawałam wysokie kieszonkowe. Przez to też mój dom wyróżniał się na tle innych w naszej okolicy. Ale co mi z tego jak nie miałam ich przy sobie.
-Cześć mamo! Cześć tato!- krzyknęłam od progu kiedy wchodzili do domu
-Dobry wieczór! – krzyknęły dziewczyny
-Cześć dziewczyny. Widzę że zrobiłyście znów naleśniki. Mogę liczyć na to, że zostały jakieś dla mnie? – spytał mój tata
-Oczywiście Panie Doop- powiedziała Alex, która zazwyczaj smażyła nam naleśniki. Była najlepsza w tych rzeczach. A najlepiej wychodziły jej babeczki. To po prostu było niebo w gębie.
- To dobrze bo jestem  potwornie głodny.- za tatą do domu weszła mama.
- Dzień dobry wszystkim- powiedziała
-Mamo, ale wiesz że jest już 21? To już raczej dobrzy wieczór – zaśmiałam się
-A.. no .. możliwe
I wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem. Po włożeniu talerzy do zmywarki i odgrzniu rodzicom naleśników udałyśmy się z powrotem na górę. Jak zwykle kiedy moje przyjaciółki u mnie nocowały przegadałysmy całą noc. No może połowę bo druga połowę spałyśmy bo w końcu jutro szkoła.
Obudziłyśmy się wypoczęte. To dzisiaj miałam mieć swój pierwszy trening po wakacjach. Nie mogłam się doczekać o czym Justice chciała ze mną pogadać. Bałam się że to może chodzić o jej rodziców. Oni też byli tak zapracowani. Mieli własną firmę tak jak i moi. Justice zwierzyła mi się kiedyś że jej rodzie mają zamiar się przeprowadzić do innego kraju. Jeśli to o to jej chodziło to nie wiem co ze sobą zrobie. Justice jest osobą z którą przyjaźnie się od przedszkola. To ona zaraziła mnie tańce. Nie pozwolę żeby tak nagle wyjechała i zniknęła z mojego życia. Tak może i mam innych znajomych ale to nie to samo!. Ehh.. wole nie myśleć jak by to wszystko wyglądało. W każdym razie. Rose nareszcie wyszła z łazienki i nadeszła moje kolej na ogarnięcie się. Wzięłam czyste ubrania i poszłam się odświeżyć . Zimny prysznic z rana dobrze mi zrobił, może nie zapomniałam o moich wcześniejszych przemyśleniach ale pomógł się rozbudzić do końca. Nałożyłam w pośpiechu moje ubrania. Były to czarne rurki, za duży t-shirt bez rękawków i zgniło zieloną bluzę. Wyszłam z łazienki. W pokoju czekały już na mnie gotowe do wyjścia Alex i Rose. No może nie do końca.. Rose poprawiała jeszcze kreski  na oczach a Alex patrzyła na nią z miną typu ‘długo jeszcze?’. Właśnie, cała Rose.. nie wyjdzie z domu bez make up’u. kiedy już skończyła, zeszłyśmy na dół aby zrobić sobie kanapki do szkoły. To znaczy one sobie robiły. Ja zazwyczaj do szkoły brałam samą wodę lub czasami jakieś ciastka. Nie lubiłam jeść w szkole. To znaczy może nie że w szkole ale tak często rano. Dzień swój rozpoczynałam od płatek z mlekiem które spokojnie dawały mi energię do 14 a zazwyczaj do tej godziny mieliśmy lekcje. Po zjedzeniu  płatek z mlekiem udałyśmy się w stronę drzwi z zamiarem pójścia na przystanek. Po wyjściu na zewnątrz przeszedł mnie dreszcz. Nie było tak ciepło mimo przebijającego się przez chmury słońca. Poszłyśmy spacerkiem na przystanek autobusowy bo miałyśmy jeszcze parę minut do przyjazdu autobusu. Kiedy autobus nadjechał szybko wskoczyłyśmy do niego. Droga dłużyła się niemiłosiernie, gdyż to właśnie z samego rana było najwięcej ludzi w autobusie. Zostałyśmy rozdzielone. Ja zostałam w samym środku pomiędzy jakimiś babciami, Alex jak widziałam została zepchnięta gdzieś  na tyły autobusu a Rose zajęła miejsce siedzące jakiemuś starszemu panu, który był bardzo niepocieszony jej zachowaniem. W końcu dojechałyśmy. Szybko wysiadłyśmy , uprzednio przepychając się między ludźmi żeby nas wypuścili. Doszłyśmy do szkoły i każda z nas poszła w stronę swojej szafki. Wyszłyśmy szybko z podziemi i pędem ruszyłyśmy w stronę Sali od angielskiego gdzie miała się odbyć pierwsza lekcja.
Po skończonych zajęciach byłam jeszcze bardziej zmęczona niż wczoraj. Dzisiaj nie było już tylko lekcji organizacyjnych ale normalne lekcje. I tym sposobem rozpoczęła się znów nauka. Grrr.. nie lubię się uczyć, choć wiem że tylko dzięki nauce i dobrym ocenom mogę osiągnąć coś w życiu.
- Alice!  Gdzie tak pędzisz? – zapytała Rose kiedy jako pierwsza wybiegłam z klasy
- Mam trening a Justice powiedziała żebym przyszła trochę wcześniej- odparłam
-No ale z tego co mi wiadomo trening masz o 15 a teraz jest  14 : 15.
- No tak, no ale wiesz.. zanim tam dojdę to jakieś pół godziny .. – powiedziałam przypominając sobie moją drogę
- No to pojedziesz autobusem. Bez spiny! – wtrąciła nadchodząca Alex. Że też one nigdy nie miały problemów.
-Ale ja wole się przejść. Przy okazji się trochę rozruszam – zaśmiałam się – bo znając życie wf znów będzie do d.. – zatrzymałam się przypominając sobie moje postanowienie ‘-postaram się nie używać brzydkich słów’- .. do kitu.
Dziewczyny spojrzały na mnie a później na siebie.
-No to skoro musisz już iść no to paa.. – podeszły do mnie i mnie przytuliły.
- Papa!- powiedziałam oddalając się od nich.
Ruszyłam w stronę Sali na której miały się zacząć znów moje treningi. Byłam strasznie podeksctytowana że znów poczuje to wspaniałe uczucie zmęczenia. Ale jednocześnie byłam zdenerwowana co też Justice chciała mi powiedzieć.

piątek, 11 kwietnia 2014

Rozdział 1

Pierwszy dzień szkoły. Taaaa… niby fajnie bo znów można spotkać znajomych, pogadać o „fantastycznie” spędzonych wakacjach, kto gdzie był i co kupił. Nie wiem czemu ale za bardzo nie lubie się przechwalać. Moje Wakacje były całkiem spoko. Tydzień u babci, dwa tygodnie przerwy, znów tydzień nad morzem a pod koniec sierpnia obóz taneczny. Wakacje jak co roku. Nic się nie zmieniło. No może poza moją mocną opalenizną i czerwonymi od słońca plecami. Nie jestem aż tak brązowa no ale na pewno daleko mi od bladej karnacji.
Nagle na na przystanek podjechał mój autobus. Szybko wstałam z ławki. Weszłam do autobusu i zajęłam moje stałe miejsce, przy okazji zrzucając torbe na miejsce koło mnie. Wyjęłam słuchawki, podłączyłam je do telefonu i włączyłam moją ulubioną piosenke. Podróż do szkoły dość szybko mi zlceciała. Już po chwili wysiadłam i udałam się w strone szkoły. Ach te wspomnienia. Z tą ścieżką wiązało się mnóstwo wspomnień. Na przykład kiedy to pierwszy raz udałyśmy się z moją przyjaciółką na wagary. Nie no, wszytsko super ale jak tylko byłyśmy już parenaście metrów od drzwi wejściowych spotkałyśmy na chodniku dyrektora naszej szkoły! Nie obyło się wtedy bez kazania z jego strony, dodatkowych prac w szkole i szlabanu w domu. No ale i tak tego nie żałuje. Pierwsze wagary i tak udane. Albo kiedy to po dyskotece szkolnej wpadłyśmy na pomysł z koleżankami, że imprezka była za krótka i nie zbyt fajna więc zaczęłyśmy tańczyć przed szkołą do piosenki One Direction Best Song Ever. To dopiero była jazda!! Na drugi dzień, chłopcy z naszej klasy stwierdzili że za dużo Piccolo wypiłyśmy i dlatego miałyśmy takie haluny.
Kiedy dotarłam do szkoły, udałam się w strone podziemi gdzie mieściła się moja szafka. Kiedy tylko skręciłam w prawo za rogiem zobaczyłam moje bffki. Alex i Rose. Poznałyśmy się w pierwszej klasie, ale nie widać tego po nas. Ktoś obcy stwierdził by że znamy się od wieków. W pewnym momencie Rose odwróciła się w moją strone i krzyknęła:
- Alice! Hejka! – i rzuciła się w moją strone.
- Siemka Ali!- powiedziała Alex czekając , aż Rose się ode mnie w końcu odczepi. Kiedy to nastąpiło znów zostałam obdarowana wielkim przytulasem.
-Co tam u ciebie? Opowiadaj! Nie widziałyśmy się całe wakacje! Rozmawiaj do mnie!
Wściekała się Alex.
- No wiesz, jak co roku..
Zaczęłam opowiadać o spędzonych wakacjach w drodze do mojej szafki. Kiedy skończyłam jak zwykle moje towarzyszki nie pozostały mi dłużne i zaczęły paplać na temat swoich.
-…no i właśnie już mieliśmy wyjeżdżać kiedy okazało się że zostawiłam moje kochane spodnie – tu podała ich nazwe , której znów nie mogłam zapamiętać.
Alex – jedna z najlepszych przyjaciółek. Może najpierw zaczne od wyglądu. Dłubie ciemne blond włosy, brązowe oczy, dość wysoka, no, równa ze mną. Hobby: harcerstwo. Ma bzika na tym punkcie. Cały czas opowiada o czymś co jest dla mnie niezrozumiałe i dziwne. Ale i tak ją kocham.
Następna to Rose. Tak samo jak Alex moja bff. Niska, ma krótsze i jaśniejsze włosy od Alex, niebieskie oczy, a hobby to… yyy, no.. ma ich dużo.. a może mało.. w każdym razie ostatnio jak wiem z jej wiadomości to zapisała się do wolontariatu. Ma dużo zainteresowań ale tak szczerze to nie umiem ich nazwać. W każdym razie są to jedne z najważniejszych osób w moim życiu. Bez nich ta szkoła była by nudna. Zawsze na przerwach w poprzednich latach miałyśmy odpały różnego rodzaju. Począwszy od nazwy „bułka” , która wywoływała od razu uśmiech, a skończywszy na spojrzeniu się na siebie w tej samej chwili i śmianiu się  w niebogłosy.
O 8 rozpoczęła się pierwsza lekcja. Była to biologia. Nauczycielka gadała coś na temat oceniania i zachowania się na lekcji. Wszyscy byli jak widze bardzo zainteresowani. Pozostałe lekcje niczym nie różniły się od pozostałych.
Po skończonych lekcjach, razem z dziewczynami z mojej klasy poszłyśmy na gofry aby uczcić ten dzień. Dzień, rozpoczynający dziesięć miesięcy tortur.
Kiedy po zakończonym posiłku udałyśmy się w strone autobusu, ponieważ Alex i Rose jechały do mnie, coś zawibrowało mi w kieszeni spodni. Wyciągnęłam komórke. 1 nowa wiadomość.

Hejka Ali, jak tam po wakacjach i pierwszym dniu w szkole? Chciałam ci powiedzieć, że treningi zaczynają się w czwartek o 16 w naszej sali. Dobrze by było jak byś przyszła w czwartek trochę wcześniej bo musze z tobą pogadać. Nie martw się, nie chodzi o nic strasznego.
Do zobaczenia Justice xx

Szybko odczytałam wiadomość i odpisałam:

Hejka Justice, spk, nie ma sprawy. Bd o 15:30. Do zobaczenia ;*

-Do kogo ty tak stukasz? – spytała Rose z podejrzliwym uśmieszkiem.
-Do nikogo, to znaczy do Justice. Napisała mi ze od czwartku zaczynają się treningi i ma mi coś ważnego do powiedzenie
-Oooo!- krzyknęła  Alex – może to jakieś stypendium taneczne? Tak, na pewno o to chodzi.
- Taaa… jasne..  na pewno..- odparłam
-No ale skąd wiesz?
-No nie wiem..
Czekałyśmy już na przystanku kiedy to podszedł do nas Louis
-Hejka dzikie czikity!
-Siema Lou- powiedziałyśmy równocześnie
-Jedziecie autobusem?
-Nom, do Alice. Robimy u niej bibe z okazji ropoczęcia ostatniego roku w gimbazie.
-Uuu, a czemu niby ja nie zostałem zaproszony? – oburzył się chłopak
- A ty przypadkiem nie miałeś gdzieś iść z jeniferkami? – spytała z sarkazmem Rose
-Niee –odpowiedział ponuro – znów wychodzą gdzieś z Tomem.
- A to peszek.. –powiedziałam- no cóż, to chodź do mnie
- Niee, nie chce robić problemu … - powiedział z udawaną grzecznością – nie no, tak na serio to ide dzisiaj na basen.
-Aaa, no tak. Robić rzeźbe. No ale wiesz, żeby robić rzeźbe to trzeba mieć mase.. – dogryzła Louisowi Rose.
-Ha, ha, ha … bardzo śmieszne…
W tej chwili nadjechał autobus, którym miałyśmy się przemieścić do mojego domu.  Pożegnałyśmy się z chłopakiem i wsiadłyśmy do podłużnego pojazdu. Po 20 min byłyśmy już pod moim domem.

Prolog ;D

No i się zaczęło.. Rozpoczęcie roku szkolnego. Jest to mój ostatni rok w tej szkole. 3 klasa gimnazjum. Super.. już nie moge się doczekać mojego planu lekji. Może tam coś ciekawego sie znajdzie.. z resztą, co ja mówi!! W szkole nie ma nic fajnego! Ale poza nią to co innego. Treningi, spotkania z przyjaciółmi, trening, odpoczywanie po treningach itd. Tak, kocham moje cotygodniowe tańce. Jest to jedyna rzecz która trzyma mnie jeszcze przy zyciu, bez tego nie wiem jak wyglądało by moje życie. Może nie jestem jakaś najlepszą tancerką ale kocham to co robie i wkładam w to całe serce. Nie zrezygnowałabym z tego za nic w świecie!! No ale cóż.. szkoła się zaczyna, nauka, dodatkowe treningi no i mnóstwo testów próbnych przygotowujących do na końcowych egzaminów. Liczę, że chociaż moja średnia okaże się dobra w porównaniu do tego jak napisze te głupie testy. W tym roku postanowiłam przykładać się do nauki ale nie wiem co z tego wyjdzie. A poza tym to mój ostatni rok, z jak to mówią nauczyciele „najgorszą klasą w szkole”. Nie wiem jak bez nich wytrzymam no ale cóż, wszystko idzie do przodu więc akurat czemu ja bym miała stać w miejscu? Jakoś dam rade. Chce zakońzyc ten rok z poczuciem tego ze dostane jakoś dobrze zapamiętana przez nauczycieli i innych ludzi uczęszczających do szkoły razem ze mną. Nie wiem dlaczego ale mam  co do tego dobre przeczucie. No ale, okaże się w późniejszym czasie







-------------------------

a tak wgl to siemka.!!
więc tak, opowiadanie to jest po części oparte na prawdziwych wydarzeniach lecz praktycznie większość  to fikcja. życzę miłego czytania ;)